Niektórzy przedsiębiorcy nie będą musieli rejestrować swojej działalności, inni przez pół roku nie będą musieli płacić żadnych składek, a kilkaset tysięcy Polaków zapłaci dużo niższy ZUS, nawet tylko 32 zł miesięcznie. W styczniu weszły w życie przepisy, które zmieniły zasady prowadzenia firmy.

Wielkim problemem polskich przedsiębiorców są składki ZUS, których wysokość nie zależy od tego, ile uda się właścicielowi firmy w danym miesiącu zarobić. Przepisy mówią, że przedsiębiorcy mają płacić stałą składkę do ZUS liczoną od 60 proc. średniego wynagrodzenia. Od lutego jest to więc 1172,56 zł na miesiąc. I nie ma żadnego znaczenia, czy mają stratę czy zarobią jedynie 500 czy tysiąc zł. Składka jest taka sama.
Przedsiębiorcy starają się więc ograniczyć koszty np. przez zawieszenie na jakiś czas działalności gospodarczej. A gdy zawieszamy działalność, składek płacić nie musimy płacić. Dzieje się tak zwykle w przypadku firm sezonowych.
Problemy przedsiębiorców związane z wysokością stawek ZUS wykorzystują pośrednicy finansowi. Ostatnio nastąpił wysyp ofert związanych z „załatwianiem” ubezpieczenia w innych krajach Unii. Oferty dla przedsiębiorców wynoszą nawet 500 zł za ubezpieczenie emerytalno-zdrowotne. Nie ma danych, które obrazowałyby skalę ucieczki za granicę za tańszym ubezpieczeniem. Coraz częściej też przedsiębiorcy rejestrują swoje firmy za granicą i tam płacą niższe składki, a w Polsce prowadzą działalność gospodarczą.
W ostateczności, kiedy przedsiębiorca dojdzie do wniosku, że już nie da rady płacić legalnych składek, przechodzi do szarej strefy. Według ostatnich dostępnych danych GUS w szarej strefie pracuje 711 tys. Polaków. Dorabiają w ten sposób np. fryzjerki (strzygą w domach) czy robotnicy, którzy wykonują drobne prace remontowe, wykończeniowe i naprawcze. Przeciętny dochód miesięczny z nierejestrowanej pracy wynosi zwykle tylko ok. 850 zł. Gdyby ktoś chciał opłacić obowiązkowe składki od tej kwoty, musiałby dopłacić do interesu.

Nowe zasady ZUS
Ministerstwo Rozwoju postanowiło więc ulżyć firmom. Opublikowało projekt ustawy „o systemie ubezpieczeń społecznych”, który zakłada, że osoby prowadzące działalność gospodarczą będą mogły płacić składki ZUS w zależności od przychodu.
Teraz przedsiębiorcy płacą co miesiąc 1172,56 zł, z czego 812,61 zł trafia do ZUS na składki emerytalne, rentowe, wypadkowe i chorobowe, choć ta ostatnia w wysokości 62,67 zł nie jest obowiązkowa oraz 62,67 zł na Fundusz Pracy. Pozostałe 297,28 zł to składka zdrowotna. Teraz im ktoś ma mniejszy przychód, tym niższe składki będzie płacił. Te zmiany będą jednak dotyczyły tylko osób, które prowadzą niewielką działalność, a ich przychody nie przekraczają 5 tys. zł.

Składka zdrowotna
Ustawa nie przewiduje jednak zmiany stawki na ubezpieczenie zdrowotne. Nadal więc każdy, kto prowadzi firmę będzie musiał płacić co miesiąc 297,28 zł na ubezpieczenie zdrowotne.
Posłowie PiS mówią, że będą chcieli i tę składkę obniżyć, uzależniając jej wysokość, podobnie jak składki na ubezpieczenie społeczne, od przychodów. Gdyby tak się stało przedsiębiorcy z najniższymi przychodami do 200 zł zapłaciliby na ubezpieczenie zdrowotne tylko 18 zł.

Roczne rozliczenie z ZUS
Każdy przedsiębiorca, który skorzysta z ułatwień, będzie mógł rozliczać się z ZUS rocznie, dzięki temu z ulgi skorzystają też przedsiębiorcy którzy przy kilka miesięcy w roku przekroczą limit 5 tys zł przychodu (ale w kolejnych miesiącach ich przychody będą dużo mniejsze).
Rząd spodziewa się, że na zmianach skorzysta ok.181 tys. przedsiębiorców. Ma też nadzieję, że będą powstawały nowe firmy. „Spodziewać się należy wzrostu liczby mikroprzedsiębiorstw ze względu na poprawę ich przeżywalności, ekonomiczną zachętę do legalizacji dotychczasowej tzw. nieformalnej działalności w szarej strefie, a także ze względu na bodziec do zakładania nowych przedsiębiorstw” – czytamy w uzasadnieniu ustawy.

Bez rejestracji, bez składek na ZUS
Zmiany weszły w życie w styczniu. Razem z nią resort rozwoju chce wprowadzić jeszcze jedną zmianę. Można będzie prowadzić tzw.„działalność nierejestrowaną”.
– Proponujemy, żeby osoby prowadzące działalność gospodarczą, których przychody nie przekraczają połowy minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie 1 tys. zł, nie musiały rejestrować swojej działalności i tym samym płacić składek na ZUS – zapowiedział wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj.
W tym roku została też wprowadzona tzw. „ulga na start” dla osób, które rozpoczynają działalność gospodarczą.
Dzięki temu osoby rozpoczynające biznes przez pierwsze pół roku nie muszą w ogóle płacić składek. A później mieliby zniżki przez dwa lata. Rząd zapowiada bowiem utrzymanie obecnej dwuletniej ulgi dla stawiających pierwsze kroki w biznesie (obecnie zamiast 1172,56 zł na ZUS i składkę zdrowotną nowi przedsiębiorcy mogą przez dwa lata płacić jedynie 487,90 zł).
Obniżone składki mogą jednak płacić ci przedsiębiorcy, którzy w ciągu ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych przed rozpoczęciem działalności gospodarczej nie prowadzili pozarolniczej działalności gospodarczej. Muszą też spełnić inny warunek: nie mogą wykonywać działalności gospodarczej na rzecz byłego pracodawcy, u którego w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym wykonywali, w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy, czynności, które wchodzą w zakres wykonywanej działalności gospodarczej.

Co ze składkami ZUS dla pracowników?
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców jest zadowolony z tych zmian, bo dotychczas obowiązujące przepisy uważa za niesprawiedliwe. „Konieczność comiesięcznego odprowadzania określonej z góry, wysokiej składki, niezależnej od osiągniętych przychodów, jest skrajnie niesprawiedliwa i hamuje przedsiębiorczość Polaków. Doprowadza też do tego, że wielu przedsiębiorców funkcjonuje w szarej strefie. Jeśli drobny rzemieślnik osiąga przychód na poziomie 2,5 tys. zł miesięcznie, to konieczność odprowadzania składki w wysokości 1,2 tys, zł sprawia, że jego działalność staje się całkowicie nieopłacalna. Jest on zatem niemal siłą wypchnięty do szarej strefy” – pisze Związek.
Forum Obywatelskiego Rozwoju jest mniej entuzjastyczne. „Proponowany przez Ministerstwo Rozwoju >mały ZUS< jest korzystny dla przedsiębiorców o nieregularnych dochodach, którzy teraz muszą płacić składki ZUS nawet wtedy, gdy nie osiągają przychodów. Jednak przyjęcie jako podstawy do wyliczenia składki przychodów, a nie dochodów, sprawia, że duża część przedsiębiorców nie będzie mogła skorzystać z nowego rozwiązania. Tak będzie np. w handlu, gdzie wysokim przychodom towarzyszą wysokie koszty” - czytamy w piśmie FOR.
Forum zwraca też uwagę na to że „problem wysokiego opodatkowania i oskładkowania dochodów dotyczy nie tylko mniej zarabiających przedsiębiorców, ale także pracowników. Selektywne obniżenie ZUS-u przedsiębiorcom, przy niezmienionych stawkach ZUS dla pracowników, będzie wypychać część pracowników na bardziej opłacalne samozatrudnienie. W przyszłości może stanowić to kolejne pole sporów między ZUS a przedsiębiorcami” – piszą eksperci FOR.
Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan oraz członek rady nadzorczej ZUS uważa, że duża ulga w płaceniu składek dla małych firm ma więcej wad niż zalet. – „Osobom, które rozpoczynają własną działalność gospodarczą warto ułatwić start, ale później powinny one konkurować na równych zasadach z pozostałymi przedsiębiorcami. Przywileje podatkowe przyznane dla wybranych, są dla pozostałych dodatkowym obciążeniem” – pisze Mordasewicz i dodaje, że stała ulga, jaką proponuje Ministerstwo Rozwoju sprawi, że mali przedsiębiorcy nie zgromadzą wystarczających środków nawet na minimalną emeryturę. Obciąży więc pozostałych podatników, którzy będą musieli sfinansować gwarantowane przez państwo minimalne emerytury i renty dla osób uprzywilejowanych i ich rodzin. – Po drugie, propozycja resortu rozwoju doprowadzi do nieuczciwej konkurencji na rynku pracy, między małymi przedsiębiorcami a pracownikami obciążonymi pełnymi składkami na ubezpieczenia społeczne – uważa ekspert Konfederacji Lewiatan.