Internetowi sprzedawcy towarów i usług nie będą mogli dłużej stosować geoblokad - zdecydował Parlament Europejski. Nowe przepisy będą mogły wejść w życie jeszcze w tym roku, ułatwiając znacznie życie kupującym.

Geoblokowanie, to ograniczanie konsumentom dostępu do towarów i usług ze względu na to, w jakim kraju żyją. Od lat skutecznie utrudnia to życie mieszkańcom UE.
Klienci mają kłopoty, gdy chcą kupić przez internet towary lub usługi u zagranicznego dostawcy. Bywa, że transakcja jest niemożliwa, albo klient jest automatycznie przekierowywany na lokalne strony producenta, gdzie zdarza się że towary są sprzedawane po wyższych cenach, albo ich wybór jest ograniczony.
Przeciwdziałać temu chce Parlament Europejski. „Konsumenci będą mieli większy i łatwiejszy dostęp do zagranicznych produktów, rezerwacji hoteli, wypożyczania samochodów czy kupowania biletów na muzyczne festiwale i do parków rozrywki na terenie UE” - napisano na stronie PE.
Nowe przepisy zabraniają tzw. geoblokowania. Oznacza to, że sprzedawcy będą musieli traktować wszystkich konsumentów tak samo, bez względu na to, z jakiego kraju składają zamówienie. Takie regulacje będą obowiązywały m.in. przy zakupie przedmiotów, usług elektronicznych, np. programów antywirusowych, dostępu do chmury, hostingu stron internetowych czy usług, które są świadczone w kraju-siedzibie przedsiębiorcy lub w innej lokalizacji, np. biletów na koncerty.
Zakaz geoblokad nie będzie dotyczył treści cyfrowych, które są objęte prawami autorskimi, jak książki, muzyka, gry. Jak jednak zaznacza PE, Komisja Europejska będzie miała dwa lata od wejścia w życie obostrzeń, żeby zdecydować, czy nie rozszerzyć zakazu, „tak samo na treści audiowizualne i usługi transportowe, które także są obecnie wyłączone”.

Przeciw dyskryminacji
Podczas sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu odbyła się debata na temat nowych przepisów. Głównym sprawozdawcą i negocjatorem po stronie PE w tej sprawie jest europosłanka Róża Thun.
- Nowe prawo o geoblokowaniu jest dużym krokiem w stronę jeszcze większej konkurencji i zintegrowania rynku sprzedaży internetowej. Jest to ważne i dla konsumentów, i dla sprzedawców. To również kamień milowy w walce z dyskryminacją konsumentów ze względu na narodowość albo miejsce zamieszkania, która nigdy nie powinna mieć miejsca w zjednoczonej Europie - mówiła Thun.
Projekt musi jeszcze zostać zaakceptowany przez Radę Europejską. Wejdzie w życie dziewięć miesięcy po jego opublikowaniu. Jak zaznaczono, będzie to jeszcze przed końcem tego roku.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie KE wynika, aż 63 proc. z europejskich stron nie pozwala robić zakupów konsumentom z innych krajów. Problem dotyczy głównie sprzętu elektronicznego.