Publiczne szpitale będą mogły brać od pacjentów pieniądze. - proponują rządzący. W dalszym ciągu będziemy mogli się w nich leczyć ze środków NFZ, ale będziemy też mogli zapłacić, żeby nie stać w kolejce.

– Słowem, wróci wolna amerykanka z początku lat 90. Jak masz pieniądze, to będziesz leczony - mówi Witold Michałek, dyrektor Federacji Pacjentów Polskich.
Założeniem nowelizacji ustawy o działalności leczniczej jest „rozstrzygnięcie wątpliwości związanych z możliwością udzielania odpłatnych świadczeń zdrowotnych przez podmioty lecznicze niebędące przedsiębiorcami”. Projekt we wtorek został skierowany do konsultacji.
- Jest to propozycja, która rozwiązuje problem tego, że szpitale publiczne mają o wiele większe możliwości techniczne wykonywania różnych zabiegów i leczenia niż pozwalają na to środki z NFZ. Jednak nie sądzę, żeby to do końca rozwiązało problem z kolejkami - uważa Mieczysław Pasowicz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali i wiceprezydent Europejskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali.
Od lat eksperci sygnalizują, że zakazując szpitalom publicznym wykonywania usług komercyjnych, marnuje się też publiczne pieniądze, które zostały wydane na drogi sprzęt, teraz słabo wykorzystywany. A dzieje się tak dlatego, bo szpitale dostają po prostu za mało kontraktów od NFZ na leczenie przy jego wykorzystaniu. Teraz jest szansa, że się to zmieni. Drogie urządzenia i zespoły lekarzy będą miały więcej pracy. Szpitale dodatkowo zarobią, ale dla niezbyt zamożnych pacjentów może to niewiele zmienić.
Oczywiście przejście kilku osób z kolejki do np. operacji biodra finansowanej przez NFZ, do płatnej realizacji tego zabiegu nieco skróci tę kolejkę, ale zdaniem Pasowicza nie rozwiązuje to samego problemu.
- Przede wszystkim powinno się określić maksymalny czas oczekiwania na zabieg z NFZ. Po jego upływie należałoby umożliwić pacjentowi zrealizowanie tego leczenia odpłatnie, ale z gwarancją zwrotu pieniędzy ze środków publicznych – uważa prezes PSDS. Podobnie rozwiązano ten problem w innych krajach. W Danii, gdy czas oczekiwania przekracza 30 dni pacjent może wybrać, gdzie będzie się leczył i oddaje pieniądze.
U nas jednak byłoby to niemożliwe, bo zbyt wielu Polaków czeka latami na zabiegi, żeby budżet służby zdrowia to wytrzymał. A wbrew zapowiedziom rządu, kolejki do specjalistów nie maleją. Np. na wizytę u neurologa w grudniu 2015 r. czekało ok. 125 tys. osób. W grudniu 2016 - już prawie 138 tys. Czas oczekiwania wydłużył się z 36 do 43 dni. Pogarsza się też dostęp do tomografii komputerowej: w grudniu 2015 r. czekało 154 tys. pacjentów; rok później - 178 tys. Ilość czekających na rehabilitację urosła prawie o 80 tys. osób i przekroczyła już milion. Najgorzej jest na Śląsku. W Centrum Rehabilitacji w Ustroniu pierwszy wolny termin to luty 2027 r. Dlatego zdaniem Pasowicza, ustalenie maksymalnego czasu oczekiwania jest konieczne. - Podobnie zresztą jak wprowadzenie do systemu ubezpieczeń dodatkowych lub alternatywnych. Tymczasem ta nowelizacja próbuje załatwić problem służby zdrowia na skróty - dodaje prezes PSDS.
W całej sprawie jest też wątpliwość związana z tym, że szpitale mogą zacząć inaczej traktować pacjentów z NFZ i tych, którzy sami płacą za dany zabieg. - Nie ma możliwości wypychania pacjentów stojących w kolejce NFZ na rzecz tych, którzy zapłacą - zapewnia Pasowicz. Podobnie uspokaja też ministerstwo, bo chociaż szpitale będą mogły obok kolejki NFZ proponować te same usługi odpłatnie, muszą jednak w pierwszej kolejności dbać o realizacje leczenia z publicznych pieniędzy.
Muszą się też liczyć z kontrolami ze strony nadzoru medycznego, które mogą wykazać wszelkie nieprawidłowości. To z kolei może oznaczać brak kontraktów w następnym roku. Szpitale mające publiczne pieniądze na realizacji np. stu operacji biodra, muszą je tak jak teraz wykonać w danym roku. Ale to nie oznacza, że nie mogą tak sobie rozplanować pracy, żeby zanim jeszcze ostatnia zakontraktowana z NFZ operacja się zakończy, nie zacząć operować już za pieniądze. Projekt nie reguluje też cen za usługi. Szpitale same będą ustalały cenniki i w zasadzie nie wolno im wprowadzać dodatkowych opłat za procedury finansowane z NFZ.
Dlatego w projekcie zaproponowano „zmianę przepisu dotyczącego regulaminu organizacyjnego w zakresie ustalenia cennika opłat”. Propozycja dotyczy uproszczenia tego przepisu, aby wprost z niego wynikało, że cennik... może dotyczyć wyłącznie „świadczeń komercyjnych”. Oczywiste jest natomiast, że nie dotyczy świadczeń finansowanych ze środków publicznych, na podstawie odrębnych przepisów”.
Projekt budzi jednak delikatnie mówiąc pewne wątpliwości w Federacji Pacjentów Polskich. W ocenie jej dyrektora, takie rozwiązanie jeszcze bardziej podzieli Polaków w dostępie do służby zdrowia. Witold Michałek oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że już teraz wielu Polaków korzysta z prywatnej służby zdrowia, ale jego zdaniem, komercyjne działanie szpitali publicznych, może być niebezpieczne. - Trochę to przypomina niezdrową sytuację mediów publicznych. Idą na to publiczne pieniądze, a mają iść jeszcze większe. Jednocześnie działają też na rynku komercyjnym mocno go zaburzając, sprzedają reklamy i walczą o oglądalność. Traci na tym też misja. Podobnie może być ze szpitalami -uważa Michałek.
Dyrektor Federacji zgadza się jednak, że dobrze byłoby wykorzystać potencjał coraz lepiej wyposażonych publicznych placówek służby zdrowia. Ma jednak pewne wątpliwości co do tego jak to należy zrobić. - To rozwiązanie chyba jednak nie do końca zostało przemyślane. Jeszce tego nie konsultowano z nami, ale nie wydaje mi się, żeby organizacje pacjentów patrzyły na to przychylnym okiem - dodaje Michałek.
On również, podobnie jak przedstawiciel organizacji skupiającej dyrektorów szpitali, zwraca uwagę, że ważniejszą sprawą do załatwienia w służbie zdrowia jest ustalenie zasad współpłacenia za procedury kontraktowane przez NFZ. – Wiemy, że są pacjenci, którzy korzystają ze służby zdrowia tylko dlatego, że mogą to robić, a nie dlatego, że coś im dolega. Kolejki również z tego powodu są tak ogromne. Zatem współpłacenie częściowo rozwiązywałoby ten problem, ale też i byłby to jakiś grosz do całego systemu, w którym ciągle pieniędzy brakuje - mówi Michałek.



Chcesz się zareklamować na naszym portalu, pokazać jakie masz usługi, produkty? Nic prostszego, wystarczy do nas napisać TUTAJ, na początek otrzymasz 50% upustu.